Poczuj, że żyjesz

Kamila C. Mnich

Jak często zdarza Ci się nie pamiętać drogi, którą przejechałeś samochodem? Padać ze zmęczenia  pod koniec dnia, mając poczucie, że niewiele zrobiłeś? Przetrząsać puste opakowanie, by zorientować się, że nie wiesz kiedy wszystko zjadłeś? Żyjemy nieuważnie, a im bardziej nie ma nas we własnym życiu, tym bardziej nam żal, że mija.

Jesteśmy specjalistami w różnych dziedzinach, a trzeba nas na nowo uczyć jeść, siedzieć i oddychać.
Wierzymy w normy, prawo, system, które nas chroni. W autorytety, badania, dowody. Tracimy instynkt. Sprawdzamy w Internecie, co jest dla nas dobre. Jak możemy dokonywać dobrych wyborów, skoro nie potrafimy rozpoznać, co nam służy?

Sapere aude – pisał dwa tysiące lat temu Horacy w liście do przyjaciela Maximusa Lolliusa. To znaczy miej odwagę być mądrym. Miej odwagę kierować się własnym rozeznaniem. W 2005 r., w słoneczny dzień na Uniwersytecie Stanforda, augur współczesnego świata, Steve Jobs, przemawiał do zgromadzonych na rozdaniu dyplomów studentów.  „Nie pozwól, by zgiełk opinii innych zagłuszył twój wewnętrzny głos. I co najważniejsze, miej odwagę podążać za swoim sercem i intuicją” - mówił. Jego słowa niczym mantra wciąż brzmią w Internecie. Czy to nie zastanawiające, że porusza nas coś tak oczywistego?

Szukamy potwierdzenia swojego prawa do życia. Do kierowania się własnym sercem. Do myślenia i mówienia własnym głosem, do popełniania błędów, które nie skreślą nas w oczach innych. A przecież są to prawa naturalne, które nabywamy przez sam fakt istnienia. I nawet jeśli nasz wewnętrzny głos czasem się myli, to mylą się też inne głosy. Nawet, jeśli nasz umysł wpada w rozliczne pułapki *, to te same pułapki czyhają też na inne umysły. Dlaczego więc tak trudno nam uwierzyć sobie?

 

Czasem intuicja bardzo wyraźnie nam podpowiada, że to czego nam brakuje, to my sami: nasza chęć lub zdolność pełnego zaistnienia we własnym życiu i przeżycia go tak, jakby było naprawdę ważne. W jedynym momencie, który istnieje: teraz.

 

Jon Kabat-Zinn

 

Mądrość ciała

Jedną z przyczyn, dla których trudno nam kierować się własnym rozeznaniem, jest to, iż często nie wiemy, co naprawdę myślimy i czujemy. Bardzo słabo znamy siebie. Nie rozróżniamy myśli od uczuć, a kiedy wewnętrzne przeżycia stają się zbyt intensywne, staramy się od nich odciąć.

Nie czujemy kontaktu z własnym ciałem, dopóki nas nie boli. A ciało to potężny sojusznik. Lekceważą go Ci, którzy są dumni, że w większości służy im ono do transportu głowy. Głowa jest ważna, także dla mnie. Ale często to nie ona pierwsza wie o rzeczach, które mają dla nas bezpośrednie znaczenie. Pierwszy wie brzuch.

Starsi ludzie określali ten rodzaj doświadczenia „przeczuciem w trzewiach”. Profesor António Damásio, jeden z najbardziej znanych współczesnych neurologów, nazywa fizjologiczne sygnały płynące z ciała markerami somatycznymi. To one odpowiadają za wrażenie zagrożenia, które odczuwamy czasem z nieokreślonego powodu, albo za ogarniającą nas w czyjejś obecności falę spokoju. Te odczucia, generowane na podstawie wtórnych emocji, niosą informacje o przewidywanym rozwoju zdarzeń. Stanowią integralny składnik rozumowania - sygnał domagający się świadomej interpretacji.

Według profesora Damásio, bodźce z otoczenia wywołują skojarzenia przechowywane jako markery somatyczne (prawdopodobnie) w brzuszno-przyśrodkowej korze przedczołowej w mózgu, w której zachodzi też proces podejmowania decyzji. Markery, poprzez aktywizację pobudzenia fizjologicznego, sygnalizują związek sytuacji z doświadczeniami nagradzającymi i karzącymi z przeszłości. Przetworzone informacje o zaistniałych okolicznościach aktywują ścieżki pamięciowe procesu emocjonalnego, które wytworzyły się w rezultacie podobnych sytuacji, a w których podjęte zostały decyzje – niekoniecznie zresztą właściwe.

Mówiąc prosto - ciało pamięta wcześniejsze doświadczenia i ostrzega nas przed niejasnymi lub wrogimi zamiarami innych, mówi nam o niezaspokojonych potrzebach i jeśli jesteśmy uważni, pomaga nam dokonywaniu lepszych wyborów w życiu. Żeby jednak móc na te sygnały odpowiednio zareagować, zinterpretować je i czerpać z nich wiedzę, trzeba najpierw je dostrzec. Wymaga to uważności na siebie. Uważności w ogóle.

 

Praktyka czyni cuda

Uważność to stan umysłu, w którym świadomie i bez osądzania doświadczamy wszystkiego, co dzieje się w danej chwili. Jesteśmy skupieni i spokojni. Napięte mięśnie rozluźniają się, jazgot myśli cichnie. Zaczynamy dostrzegać świat wokół siebie i tętniące w nim życie, które otacza nas z każdej strony.

Poruszające się liście drzew, falującą trawę na skwerku, mijanych ludzi. Ptaki, robaki, psy, koty. Przejeżdżające samochody, przelatujące samoloty. Powiewy powietrza, miejsca, w których chodnik stuka głośniej. Ostry zapach spalin, welony perfum, ciągnące się za przechodniami. Zapach chleba z piekarni. Ciężar własnego ciała, oparte o ziemię stopy.

Kiedy po raz pierwszy świadomie próbujemy być uważni, trudno nam uwierzyć, że mogliśmy tego wszystkiego nie widzieć, nie słyszeć, nie doznawać. Czujemy, jakbyśmy obudzili się ze snu i na zawsze zostali przywróceni światu, lecz już po chwili jesteśmy gdzie indziej. Znów zanurzamy się w myślach. Zapachy nikną, dźwięki cichną, a my wracamy do panopticum wyobraźni. Planów, rojeń, wspomnień. Tam, gdzie żyjemy na co dzień.

Ale im częściej praktykujemy, tym dłużej udaje nam się pozostawać stanie uważności. Tym łatwiej przychodzi nam urealnianie się i ponowne nawiązywanie kontaktu z rzeczywistością, gdy obezwładniają nas emocje. Zaczynamy lepiej radzić sobie w stresujących sytuacjach, łatwiej wchodzić w stan koncentracji uwagi i działać w bardziej kreatywny i empatyczny sposób.

Ci, którym praktykowanie uważności wydaje się fanaberią, niech przypomną sobie spacery, podczas których nie widzieli nawet dziur w chodniku. Zabawy z dzieckiem na pół gwizdka i późniejsze wyrzuty sumienia. Zlewające się w przeszłość mijające dni, wypełnione wydarzeniami do granic możliwości i szybko blaknące. Nigdy nie będzie inaczej, jeśli nie nauczymy się doświadczać bieżącej chwili w meandrach codzienności.

 

Jeżeli nie potrafisz znaleźć przyjemności w spokoju tej właśnie chwili – gdy siedzisz, to i przyszłość przepłynie obok Ciebie jak rzeka, której biegu nie jesteś w stanie powstrzymać. Nie będziesz zdolny do przeżywania jej, gdy stanie się teraźniejszością. Radość i spokój są możliwe właśnie w tej godzinie, kiedy siedzisz. Jeżeli nie możesz znaleźć ich tutaj, nie znajdziesz ich nigdzie. Nie biegnij za myślami, jak cień za tym, co go rzuca. Nie goń myśli. Znajdź radość i spokój właśnie w tej chwili - teraz.

 

Thich Nhat Hanh 

 

Jak praktykować uważność?

Żeby zacząć praktykować uważność nie trzeba mieć nauczyciela, mistrza, ani przewodnika duchowego. Wszystko czego potrzebujemy zostało nam dane: oczy, uszy, skóra, usta, nos. Wystarczy zacząć ich świadomie używać. Potrzebna jest decyzja, że chcemy to robić oraz umiejętność wyciszenia myśli i towarzyszących im emocji. W tym drugim pomaga medytacja.

Prosta, służąca odzyskaniu wewnętrznego spokoju medytacja, jest dostępna dla każdego i nie wymaga przygotowania. Wystarczy usiąść wygodnie, z wyprostowanym kręgosłupem i zamknąć oczy lub skierować je na podłogę. Skupić się na oddechu, nie próbując go kontrolować ani zmieniać. Śledząc wdech myśleć „wdech”, śledząc wydech, myśleć „wydech”. Jeżeli zauważymy, że się zamyśliliśmy, wystarczy wrócić do śledzenia wdechów i wydechów. To wszystko. Jeśli nie zamierzamy praktykować medytacji jako drogi do samodoskonalenia czy osiągnięcia wglądu, nie potrzebujemy niczego więcej. By odczuć korzystne efekty ważne jest tylko, aby medytować regularnie, przez 10-15 minut dziennie.

Koncentracja na oddechu pomaga powstrzymać myśli przed rozbieganiem. Próbowanie niemyślenia o niczym jest bardzo trudne i na ogół nie wychodzi. Oddech ugruntowuje nas w teraźniejszości. Nie tylko podczas medytacji. Kiedy ogarnia nas niepokój, doświadczamy napięcia i stresu, spokojny oddech i rozluźnienie mięśni przywracają nam przytomność umysłu. Jesteśmy w stanie zobaczyć rzeczy bliższe temu, jakie są i podjąć lepsze decyzje. Kiedy udaje się to osiągnąć, stajemy się silniejsi. Zaczynamy wierzyć, we własne siły.

 

Oddech łączy nas ze spokojem i świadomością, kiedy na chwilę utracimy z nią kontakt, pozwala dostrzec napięcie mięśni i przypomina, byśmy przyjrzeli się własnym myślom i uczuciom.

 

Jon Kabat-Zinn

 

Pięć wskazówek, trzy ćwiczenia medytacyjne i jedna dobra praktyka

Toni Bernhard, wykładowca prawa na University of California, buddystka i autorka książek, daje pięć wskazówek jak pozwolić odpocząć umysłowi od ciągłej gonitwy myśli i rozwijać uważność.

  1. Otwórz swoje zmysły na to, co się dzieje dookoła. Pozwól sobie odbierać świat tylko przez zmysły, nie analizuj tego co czujesz, widzisz. To może być widok zza okna, obraz na ścianie, jabłko na lunch. Gdy czujesz, że umysł zaczyna analizować, powiedz sobie „zostaw to” i wróć do odbioru rzeczywistości bez jej oceniania. Doświadczaj ją tylko zmysłami.
  2. Zbierz myśli w dłoń i rozprosz je.  Kiedy czujesz się zmęczony ciągłym analizowaniem i potrzebujesz cieszy i odpoczynku, złóż dłonie tak jakbyś chciał nabrać wody, wyobraź sobie że gromadzisz w nich wszystkie myśli kołatające się po głowie i zdmuchnij je. Wyobraź sobie, że w ten sposób je rozpraszasz i oczyszczasz umysł.
  3. Pozwól światu przemówić. Gdy jesteś w zatłoczonych miejscach – na lotnisku, w galerii handlowej, na przystanku, w autobusie – nie zagłębiaj się w lekturę książki, gazety, zdejmij z uszu słuchawki i po prostu obserwuj świat wokoło. Być może odkryjesz na nowo, że to fascynujące miejsce.
  4. Nie pozwól, by myśli „przyklejały” się do Ciebie. Nieprzyjemne myśli mają tę właściwość, że lubią się „przykleić” i rozrastać do wielkich rozmiarów. Sposobem na ich pozbycie się jest obserwowanie myśli bez przywiązywania się do nich, aż odejdą.
  5. Odłóż na bok opinie i osądy. Łatwiej nie myśleć, gdy umysł wolny jest od oceniania, opiniowania, osądów. Większość z nas natychmiast ocenia wszystko dookoła (jest za zimno, za ciepło, za mokro, on zbyt dużo mówi, ona za mało się odzywa). Jeśli nauczysz się nawykowo nie oceniać, pozbędziesz się ogromnego balastu.

Wskazówki Toni Bernhard, które przytaczam, zostały opublikowane w artykule Daj odpocząć swojej głowie opracowanym przez marga na podstawie psychologytoday.com

 

Thich Nhat Hahn, mistrz zen, działacz na rzecz pokoju na świecie, przedstawiony przez Martina Luthera Kinga jako kandydat do Pokojowej Nagrody Nobla, w swej niewielkiej, pięknie napisanej książce Cud uważności. Prosty podręcznik medytacji proponuje wiele ćwiczeń medytacyjnych. Oto kilka z nich.

  • Półuśmiech
    Słuchaj muzyki przed dwie lub trzy minuty. Zwracaj uwagę na słowa, melodię, rytm i uczucia. Uśmiechaj się i obserwuj jak wdychasz i wydychasz powietrze.

 

  • Pełne rozluźnienie w pozycji leżącej
    Połóż się na plecach, najlepiej na podłodze. Nie używaj materaca ani poduszek. Ułóż ramiona luźno wzdłuż ciała, nogi wyprostuj i lekko rozsuń. Utrzymuj półuśmiech. Lekko wdychaj i wydychaj powietrze, skupiając uwagę na oddechu. Rozluźnij wszystkie mięśnie. Niech każdy mięsień będzie tak luźny, jakby był kawałkiem miękkiego, zwiewnego jedwabiu suszącego się na wietrze. Poddaj się całkowicie, utrzymuj uwagę na oddychaniu i półuśmiechu. Wyobraź sobie, że jesteś kotem, leżącym przed ciepłym kominkiem - Twoje mięśnie są luźne i nie stawiają oporu dotykowi. Leż tak przez piętnaście pełnych oddechów.

 

  • Parzenie herbaty
    Przygotuj czajniczek herbaty dla siebie lub dla gościa. Wszystkie ruchy wykonuj powoli, z pełną świadomością. Niech nie umknie Ci żaden szczegół. Bądź świadom najmniejszego gestu. Zobacz, że ręka chwyta ucho czajnika, że nalewasz aromatyczną, ciepłą herbatę do filiżanki. Cały czas bądź obecny. Oddychaj spokojnie i głębiej niż zwykle. Jeśli Twój umysł oderwie się od tego co robisz, przywołaj świadomość oddychania.

 

 

Kiedy zaczynamy snuć fantazje na temat możliwego złego obrotu spraw, warto wypróbować jeszcze jedną technikę, którą proponuje Marcin Fabjański; filozof, pisarz, trener, twórca projektu Selfoff. Polega ona na praktykowaniu wyzwalającego „nie wiem”.: Ktoś nie odbiera telefonu. Nie musisz od razu się martwić. Nie wiesz dlaczego ktoś nie odbiera. „Nie wiem” jest neutralne – nie ma w nim lęku. Możesz wolność płynącą z „nie wiem”. **

 

Nie można świadomie przeżywać życia, nie będąc uważnym

Żeby czuć się dobrze, musimy nieustannie dążyć do równowagi między wymaganiami świata a własnymi potrzebami i pragnieniami, które zresztą też się zmieniają. Jak mamy to robić, gdy nie dostrzegamy, czego nam brakuje, a czego mamy za dużo? Bez tego nie potrafimy określić, co powinniśmy zmienić. Nie mamy pojęcia, czemu się przeciwstawić, a za czym iść. Nie wiemy, co pozbawia nas energii, zanim poczujemy się kompletnie wypaleni. Szamocząc się sami ze sobą nie dostrzegamy świata. Życie nam mija i żal.

Przełom pór roku to wspaniały czas na rozwijanie uważności. Kiedy piszę te słowa, przez mocne wciąż promienie słońca przenika pierwszy chłód jesieni. Dojrzała jarzębina. Muchołówki, czajki i jerzyki wyruszyły już do ciepłych krajów, ale zieleń jest wciąż gęsta i żywa. Nic tylko patrzeć, słuchać i czuć.

 

Proszę, udostępnij ten artykuł na Facebooku, by inni wiedzieli, że warto go przeczytać. Udostępniając, pomagasz mi dotrzeć do nowych czytelników i budować społeczność naszego bloga.

 

*  W książce „Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym” profesor Daniel Kahneman, psycholog i ekonomista, laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, w fascynujący sposób opisuje mechanizmy ludzkiego myślenia. Wyjaśnia w niej, kiedy można, a kiedy nie wolno ufać intuicji. Polecam!

** Marcin Fabjański; Milczący telefon Coaching Extra Nr. 3/2015 grudzień - luty 2016

 

 


Udostępnij
  Wyższy poziom    ,
2


Komentarze

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Newsletter

Żadnego spamu, za darmo, wysyłka najwyżej raz w miesiącu. W środku linki do najlepszych tekstów oraz ekstra materiały dostępne wyłącznie dla odbiorców newslettera.

Nikomu nie ujawnię Twojego adresu. W podziękowaniu za zaufanie, przygotowałam dla Ciebie mikroksiążkę o kreatywności. Zapisz się i pobierz PDF.